Encyklopedia Rocka

7 / 10

Maciej Wilmiński

A jednak! Powoli traciłem już nadzieję, że ta płyta kiedykolwiek się ukaże, wszak była zapowiadana od wielu lat. Ba, w książeczce do albumu Akustycznie z 2008 roku czytamy zapowiedź Siczki, który liczy, że za kilka miesięcy wylądują w studio... Cóż, grunt, że lider ekipy z Ustrzyk Dolnych w końcu się zmobilizował i mamy pierwszą od 9 lat płytę KSU z wyłącznie (no, prawie) premierowym materiałem. I dobrze!

Co zmieniło się w zespole przez ostatnie lata? Przede wszystkim wyraźnie słychać, że Siczce do gustu przypadły folkowe eksperymenty ze wspomnianej już płyty akustycznej. Co prawda zespół dość intensywnie w rozszerzonym składzie koncertował i do sopiłki czy fletów fani zdążyli się już przyzwyczaić, ale czy ktoś spodziewałby się na typowej, studyjnej płycie KSU harfy, skrzypiec czy cymbałów strunowych? A takie oryginalne instrumentarium wspiera zespół i to również w tych najbardziej czadowych numerach i... to działa. Bo o tym, że pięknie wzbogacone są łagodniejsze utwory chyba nie trzeba mówić.

Rewelacyjnie wypadają singlowy, czadowy i niezwykle chwytliwy Rozbity dzban ze świetnymi partiami piszczałek, ale i kapitalna ballada Kiedy naród umiera, z piękną aranżacją, dostojnie brzmiącymi instrumentami, chociażby skrzypcami i wspomnianą harfą. KSU brzmi tu niezwykle szlachetnie, kto by się spodziewał od twórców Jabol Panka takich brzmień. Szkoda tylko, że ignorancja powoduje, że wielu wciąż patrzy na tę grupę wyłącznie jako twórców pieśni rzekomo wychwalających tanie wina... Wielkie, wielkie brawa za przełamywanie punkowych konwenansów. Sam utwór robi też wrażenie ze względu na znakomity, zaangażowany tekst nadwornego tekściarza grupy, Macieja Augustyna (vel Michała Brody) - widzę mój kraj i pola nieorane/nie słyszę śmiechu dziecięcych ust i ten refren bez ofiary krwi, mój naród umiera.

Wracając do rozszerzonego instrumentarium, czasem i owszem jest dodane na siłę, chociażby w nowej wersji Wina za karę, które brzmi znacznie gorzej niż w znanej dotychczas, jednakże w większości przypadków znakomicie wzbogaca utwory zespołu. Posłuchajmy wstępu do innej ballady, 11.11.2012, zaskakującego sola w Teledemokracji czy wstępu do Ciemnych ścieżek.

Druga sprawa, to produkcja. W końcu mamy płytę KSU z prawdziwą perkusją, a nie automatem i jakże przyjemnie słucha się w akcji Leszka Dziarka, który zna się na rzeczy i łapę ma mocną, oj mocną. Bębny brzmią silnie i bardzo dobrze, choć jednak momentami, aż nadto pchają się na pierwszy plan kosztem gitar, ale posłuchajmy chociażby Wesołej ballady o smutnym końcu - jakaż moc! Ogólnie moc to rzecz charakterystyczna tej płyty. Płyty, która w przeciwieństwie do wcześniejszych brzmi bardzo punkowo, brudno i wściekle. To spora nowość po wypolerowanych ostatnich albumach, dość sterylnych i przejrzystych Ludziach bez twarzy i nieco syntetycznych Naszych słowach. Choć momentami gdzieś przesadzono, czasem dość dziwnie brzmi wokal, czasem zbyt zlewają się gitary i słychać efekt przesterowania, to jednak patrząc całościowo jest dobrze, aczkolwiek nie powiem - na początku miałem spore wątpliwości. Są, jak wspomniałem utwory, w których coś nie zagrało, chociażby znany już Sztyl od kilofa czy Niebo nie przyjmuje zwrotów gdzie gitara za bardzo rzęzi, a i wokal ledwo się przebija. A być może to efekt zamierzonego brudu?

Styl grupy oczywiście nie uległ zmianie, łatwo rozpoznać kto gra na gitarze i kto skomponował te utwory. Jak zwykle nie brak przebojowych refrenów (Wyrzuceni poza nawias, Rozbity dzban, Kiedy naród umiera, Ciemne ścieżki, Wolne niewole) i porządnej dawki energii. Momentami zespół czaduje zaskakująco ostro, robi się wręcz metalowo jak Ten który nadejdzie (co za riff!, swoją drogą to chyba pierwszy utwór nieskomponowany przez Siczkę, brawo Lego!), wymienione już Niebo nie przyjmuje zwrotów (oj, Godsmack pewnie zazdrości takiego riffu), Gazowane szczęścia czy Puzzle Historii, z wręcz thrashowymi patentami (sic!), a i ciekawych solówek nie brakuje.

Dużym atutem są też oczywiście teksty. Więcej niż ostatnio napisał tym razem Maciej Augustyn, który jak zwykle wspaniale punktuje problemy współczesnej Polski (Teledemokracja, Kiedy naród umiera, Dwa narody), ale są i nowi tekściarze, jak znajomy Siczki, dziennikarz, autor m.in. biografii KSU, Krzysztof Potaczała czy Marcin Stefański. Każdy z nich ma sporo ciekawego do przekazania.

Co nie zagrało? Nie będe ukrywał, że znów zabrakło nieco selekcji utworów (a mamy tu ich aż 20) i druga część płyty jest wyraźnie słabsza, nie do końca rozumiem też perkusyjnej, ale zbyt mechanicznej momentami Laworty na koniec. Duży też minus dla Mystic za bylejakość edytorską, problem z czcionkami w polskich znakach diakrytycznych czy fatalny, rażący błąd ortograficzny.

Tak czy siak - duże brawa dla grupy i czekam na ciąg dalszy.

Data dodania: 17-12-2014 r.

Dwa Narody

KSU

Data wydania: 2014

Wytwórnia: Mystic

Typ: Album studyjny

Producent: Jarosław Kidawa

Gatunki:

  • rock
  • punk rock