Encyklopedia Rocka

7 / 10

Maciej Wilmiński

Miało być zupełnie inaczej...

Oto muzycy Riverside, chcąc sprawić sobie samym przyjemność, a zarazem nabrać nieco oddechu po zamknięciu kolejnego etapu twórczości - "trylogii tłumu" - postanowili nagrać płytę zawierającą muzykę nieco inną, niż ta, z której zasłynęli. Płytę, o której marzyli od dłuższego czasu. Wypełnioną muzyką ambient, transową, elektroniczną... Jak napisał Mariusz Duda we wstępie, ten styl był zawsze w muzycznym DNA zespołu. Fani nie powinni być zresztą zaskoczeni, lwia część materiału była już dostępna wcześniej, na bonusowych dyskach w rozszerzonych wydaniach niektórych albumów. Na początku 2016 roku grupa weszła do studia i rozpoczęła prace nad nowymi kompozycjami...

Przeklęty 21 lutego 2016 roku. Nagłe zatrzymanie krążenia u Piotra Grudzińskiego. I zamiast radości, żałoba, trauma, szok. To przecież niemożliwe. Sam ledwie trzy miesiące wcześniej podziwiałem jego wyborną formę na koncercie...

I tak, pod koniec 2016 roku ukazuje się Eye Of The Soundscape. Zadedykowany "Grudniowi", jednemu z największych orędowników tej płyty. Sięga się po ten album mając na względzie wciąż otwartą, piekącą ranę w zespole. Ranę, która nie zagoi się nigdy. Mając świadomość, że to ostatnie dźwięki Riverside w pełnym składzie. Ale z drugiej strony, sięga się po niego z pewną ulgą, lekką nutą optymizmu. Ze świadomością, że zespół podniósł się po tej olbrzymiej tragedii i będzie kontynuował działalność, w formie trio...

Muzyka tu zaprezentowana potrzebuje czasu, odpowiedniej atmosfery i przestrzeni. Może podlegać wielorakim, skrajnie różnym, ale na równi uprawnionym interpretacjom... Z pewnością nie każdemu spośród fanów Riverside przypadnie ona do gustu, szczególnie tym z bardziej rockowym sercem. Dominuje tu bowiem instrumentarium elektroniczne, praktycznie nie ma wokali, gitara tak naprawdę pojawia się gdzieś tam w tle do przyciągnięcia uwagi pojedynczymi, prostymi frazami, a żywa perkusja Kozieradzkiego wybrzmiewa tylko w Rapid Eye Movement. Znacznie bliżej temu do Lunatic Soul, solowego projektu Dudy, a skojarzenia wzmacniają tylko charakterystycznie używane przez muzyka perkusjonalia.

Dwa dyski i ponad półtorej godziny muzycznej podróży. Zaczynamy od dwóch nowych utworów. Pierwszy - Where the River Flows, szczególnie w swojej pierwszej części jest niesamowicie smutny, wydając się wręcz idealnie malować krajobraz rozdroża, na którym znalazł się zespół. Ten motyw gitary, pełen jakiegoś smutku, rozdzierającego od wewnątrz napięcia... Utwór ewoluuje w mocne, transowe elektro, aby wraz z wejściem basu zakończyć się w sposób bardzo dla zespołu charakterystyczny. Kolejny, Shine, to mroczny, niepokojący, zdehumanizowany rytmiczny motyw rodem z bezdusznej, zautomatyzowanej fabryki nowego wspaniałego świata, nad którym chłopaki nadbudowali bardzo chwytliwe melodie. Jeżeli jakikolwiek utwór można tu nazwać przebojowym, to właśnie ten. Z kolei, myślę, mało znany, na nowo zmiksowany Rapid Eye Movementto utwór zdecydowanie najbliższy właściwej twórczości grupy, stąd i słucha się go z uwagą i przyjemnością, szczególnie w drugiej części.

Na emocjach mocno gra też utwór tytułowy, jedyny nagrany bez udziału Dudy, choć przy jego udziale twórczym. Zimny, aż nadto przeszywający chłodem, wręcz przerażający minimalizmem, niczym tło do bezkresnej, niekończącej się podróży. Aż ciarki przechodzą... Idelnie dobrany na zakończenie płyty.

Trochę po innej stronie plasuje się z kolei w początkowej fazie ciepły i radosny Rainbow Trip, mogący momentami stanowić tło dla beztroskiego poranka na werandzie z której rozpościera się widok na rozgrzane piaski plaży gdzieś na rajskich wyspach.

Utwory z bonusowych dysków z dwóch ostatnich albumów grupy (Night Sessions oraz Day Sessions - tu jako pięć osobnych utworów) nie mają już dla mnie takiego ciężaru, czy też nie niosą takich emocji, traktuje głównie jako - nie powiem, całkiem smakowite - ciekawostki, coś na zasadzie The Endless River Pink Floyd, możliwość posłuchania jak muzycy jamują, jak bawią się dźwiękami, jak eksperymentują i gdzie ich to prowadzi.

Eye Of The Soundscape to niewątpliwie intrygujące i bardzo wartościowe uzupełnienie dyskografii Riverside. Dobrze, że utwory te ujrzały światło dzienne jako osobne wydawnictwa, a nie tylko jako bonusy. I chyba już zawsze będzie się na ten album patrzeć, odbierać i interpretować przez pryzmat przedwczesnej śmierci Piotra Grudzińskiego. Cześć Jego pamięci!

Data dodania: 30-10-2016 r.

Eye Of The Soundscape

Riverside

Data wydania: 2016

Wytwórnia: Mystic

Typ: Album studyjny

Producent: Mariusz Duda, Magdalena Srzednicka, Magdalena Srzednicka

Gatunki: