Encyklopedia Rocka

6 / 10

Rafał Biela

To była bardzo oczekiwana płyta. Sukces Faceless wywindował Godsmack do poziomu prawdziwej gwiazdy i było to szczególnie widoczne, kiedy fani na całym świecie szeroko komentowali każdy kolejny news związany z nowym wydawnictwem. Miał to być album rewolucyjny i rewelacyjny, najcięższy, najmocniejszy, najbardziej udany – słowem: najlepszy. Niestety, rzeczywistość zweryfikowała te zapowiedzi, kiedy wiosną 2006 do rozgłośni trafił singiel Speak.

Miałem złe przeczucia, kiedy usłyszałem ten nowy utwór. Do bólu wtórny, dokładnie w stylu wcześniejszych dokonań. I może nie byłoby to aż tak złe, gdyby nie fakt, że sama kompozycja jest po prostu bardzo przeciętna. Na Faceless byłby to zdecydowany outsider i miałem cichą nadzieję, że kiedy ukaże się cała płyta IV, Speak odegra na niej podobną rolę, w końcu to tylko singiel. Stało się jednak inaczej i – o zgrozo – jest to jeden z lepszych fragmentów całego wydawnictwa. A to już może powiedzieć bardzo wiele o jego zawartości.

Na IV Godsmack w dziwny i niewytłumaczalny sposób stracił to, co stanowiło o jego sile, czyli charakter. Utwory są szare i bez wyrazu, co jest szokiem. Melodie przestały być magiczne i intrygujące, zniknął gdzieś niepowtarzalny puls rytmiczny, a obrazu nieszczęścia dopełnia fatalne, naprawdę psujące odbiór całości brzmienie. Same kompozycje, jak by im się dokładnie przyjrzeć, nie są wcale złe. Tyle, że nie tworzą one dobrej płyty. Może przy trochę innych proporcjach, przy rozsądniejszej produkcji... Przyczyn porażki upatrywać należy chyba głównie w chęci zmiany stylu. Muzycy w wywiadach promocyjnych podkreślali, że doświadczenie z akustycznym The Other Side pozwoliło im spojrzeć na własną twórczość z innej strony. Postanowili na nowej płycie wyeksponować melodie i napisać piosenki, które tak samo chętnie będą słuchane przez różnorodną, niekoniecznie metalową publiczność. Stąd obecność większej niż dotąd liczby ballad, stąd zwolnienie tempa i zmiękczenie brzmienia. Jak jednak wyjaśnić fakt, że większość z tych kompozycji nie działa już na słuchacza tak mocno, jak te poprzednie? Nie wciągają, nie porywają. Płyta przyjemnie brzmi puszczona sobie w tle, a męczy przy dokładnym wsłuchiwaniu się w jej strukturę. Z poprzednimi albumami było dokładnie odwrotnie.

Oczywiście nie cały krążek należy od razu spisywać na straty. Takie The Enemy na przykład, zawiera ślady mocy i agresji, jakich się po tym zespole spodziewaliśmy. W połączeniu z ultramelodyjnym refrenem, tworzy to dość ciekawą mieszankę. Podobnie, jak Temptation, najszybszy utwór na płycie, zepsuty jednak przez zbyt rozmyte brzmienie. Jednak o dziwo, to nie te szybkie utwory (poza wymienionymi również singlowy Speak) są najciekawsze na IV. Wyprane z potężnego brzmienia i tego specyficznego pierwiastka wyjątkowości, są tylko cieniem wcześniejszych dokonań. Te bardziej eksperymentalne fragmenty, być może ze względu na brak bezpośredniej konkurencji z przeszłości, robią większe wrażenie. Otwierający całość Livin’ In Sin nawiązuje delikatnie do Toola swoim leniwym, transowym riffem i przeciągłym zaśpiewem Erny. Bleeding Me to z kolei taki dość klasyczny, rockowy kawałek, przywodzący na myśl klimat Metalliki z okresu Load/ReLoad. Podobnie jest z utworem Mama, niemal balladą zaśpiewaną w iście Hetfieldowskim stylu. Podobać może się też próba zmierzenia się z legendą Voodoo w kompozycji Voodoo Too, choć nie da się ukryć, że na tle pierwowzoru wypada niezwykle blado, a magiczny klimat jest ledwie wyczuwalny. Dlatego moim faworytem na płycie jest finałowa ballada One Rainy Day, mająca w sobie coś z przygnębiającego klimatu dokonań Alice In Chains. Dobrze zapowiada się też akustyczny Hollow, jednak jak się okazuje, zespołowi zabrakło pomysłów – powtarzanie nawet najlepszego motywu przez 4 i pół minuty to zdecydowane przegięcie. Od połowy utwór nudzi.

Wydaje się, że Godsmack znalazł się na zakręcie. Kiedyś porównywano ich z Metalliką ze względu na ładunek energii i podobieństwo głosu Erny i Hetfielda. Obecny Godsmack z płyty IV... też przypomina Metallikę, jednak tym razem z kontrowersyjnego okresu płyt Load i ReLoad. Nastąpiło podobne zmiękczenie materiału, podobna wolta stylistyczna. Poszczególne utwory zresztą całkiem bezpośrednio nawiązują do tamtych klimatów. Ślady Metallikowych płyt odnajdziemy nawet w samych tytułach (Bleeding Me, Mama), nie mówiąc już o Voodoo Too, którego idea jest identyczna, jak w przypadku The Unforgiven II. A więc podobieństw jest sporo, co napełnia wielu fanów zespołu niepokojem. Metallica dopiero po wielu latach otrząsnęła się z marazmu i nagrała dobry album. Miejmy nadzieję, że Godsmack wyciągnie z tego wnioski. Następny album ma wyjść już w 2009 roku.

Data dodania: 01-01-2012 r.

IV

Godsmack

Data wydania: 2006

Wytwórnia: Universal Republic Music

Typ: Album studyjny

Producent: Sully Erna, Andy Johns

Gatunki: