Encyklopedia Rocka

10 / 10

Maciej Wilmiński

Nie mogło być mowy o słynnym syndromie drugiej płyty. Znakomite przyjęcie Resurrection i Live Insurrection z pewnością dodało muzykom skrzydeł, a olbrzymie doświadczenie Halforda i masa sukcesów na koncie Roya Z dodawała dodatkowej pewności pozostałym, młodszym stażem muzykom. Nie mogła powstać słaba płyta. Ale czy ktoś spodziewał się, że powstanie tak dobra?

Wedle najlepszych wzorców na początek trzęsienie ziemi. Typowe dla XXI wieku modne elektroniczne intro i utwór tytułowy - z fajna motoryką i od razu zapadającą w pamięć melodią. Po chwili One Will - wydaje się tradycyjny, osadzony w znanych i lubianych schematach. Aż nagle - refren. Bez maszyny czasu jesteśmy w najlepszych czasach heavy metalu. I w końcu rozpędzony, bezkompromisowy Betrayal rozpruwa głośniki świetną dynamiką i niemalże dzikim, nieokiełznanym śpiewem Halforda. Skojarzenia z Painkiller jak najbardziej na miejscu, nie tylko ze względu na perkusyjny wstęp. Czy ktoś oczekiwał jednak, że Halford będzie wciąż wznosił się na taki poziom? Zresztą, tu nie ma chwili oddechu.

I tak - można, praktycznie w samych superlatywach, do końca. Podobnie jak Resurrection płyta pozbawiona jest słabych punktów. Jest jednak od niej dużo cięższa, muzykom wyraźnie zaostrzyły się pazurki, a i Halford śpiewa znacznie agresywniej. Wystarczy posłuchać Golgothy - ciężki wolny riff i porządna naparzanka gdzieś w połowie. Albo Handing Out of Bullets czy Wrath of God - jest naprawdę ostro. Ale zarazem, niezwykle stylowo, porywająco. Trochę to wszystko odbyło się kosztem melodii, momentami można czuć się przytłoczonym ciężarem i dynamiką całości, niemniej jednak dotyczy to głównie zwrotek - dobrych refrenów nie brakuje. Bardzo fajnie grają gitarzyści, nie tylko oferując klasyczne i zapadające w pamięć solówki (Betrayal, Golgotha) ale i ciekawe pasaże (Crystal, Hearts of Darkness, Weaving Sorrow).

Troszkę oddechu oferują tylko Crystal z charakterystycznym podniosłym mostkiem i hymnowe, wieńczące całość Trail of Tears. Dopiero w bonusach, czy późniejszej reedycji dostaliśmy klasyczną, może sztampową, ale nie pozbawioną uroku balladę She i niepokojące In The Morning.

Mało kto chyba spodziewał się kolejnej tak znakomitej płyty.

Acha. W wersji zremasterowanej zebrano wszystkie bonusy, przemieszano kolejność, wycięto intro. Trochę niefajnie, ale z drugiej strony doszły cztery kolejne dobre numery.

Data dodania: 01-01-2012 r.

Crucible

Halford

Data wydania: 2002

Wytwórnia: Metal-Is Records

Typ: Album studyjny

Producent: Roy Z

Gatunki: