Encyklopedia Rocka

CD's not dead!

Ciekawe ilu futurologów z ubiegłego stulecia przewidziało takie cuda. Spodziewaliście, że pomiędzy kolejnymi utworami rockowej płyty będziemy słuchać reklam? Nawet za czasów mp3, Napstera, raczkującego streamingu, gwałtownej cyfryzacji muzyki, poszukiwania nowego biznesowego modelu przez wielkie wytwórnie, jakoś ciężko było nam to sobie wyobrazić. Tymczasem za pośrednictwem serwisów streamingowych staje się to rzeczywistością. I o ile obecni 30+latkowie mocno na to zgrzytają zębami (choć coraz ciszej), to dla współczesnych młodych nie ma w tym nic niezwykłego. Co z tego, że co jaki czas poleci reklama, wygoda i darmocha korzystania z tych serwisów rekompensuje nam całą resztę. A jeszcze sumienie mam czyste, że niby artystów wspieram. To zresztą znak czasów, pewien układ, naturalny dla większości młodych, dziwny dla wapniaków z poprzedniego wieku. Co z tego, że gromadzone są tysiące danych na mój temat, skoro w zamian zyskuję ciekawą grę, aplikację czy portal. Nie popadajmy w paranoję, i cóż, że są zbierane informacje gdzie przebywam, co wyszukuje w internetowej wyszukiwarce, czego słucham, z kim rozmawiam, jaka jest historia mojej kariery zawodowej. Kto z tego zrobi użytek? I niby po co?

Chyba czas spojrzeć prawdzie w oczy. Coraz więcej wskazuje, że płyty CD czeka los winylowych. Staną się towarem niszowym, dla kolekcjonerów, melomanów, maniaków. Znikną z przestrzeni wielkich marketów, gdzie ograniczą się do półki typu TOP-15 przenosząc się całkowicie do sklepów wirtualnych. Takie są światowe tendencje, które i coraz mocniej widać u nas. To już nie tylko suche, coraz bardziej przerażające raporty, to już praktyka.

Powoli trzeba się z tym pogodzić, znika odwieczne marzenia każdego fana rocka nie mającego talentu czy chęci do grania. Nie, nie, żadne tam dziennikarstwo muzyczne. To pozostawmy przypadkom beznadziejnym. Mam na myśli posadę sprzedawcy we własnym sklepie muzycznym. Wujka Dobrej Rady otoczonego tysiącami płyt, winyli, plakatów, czasopism, książek, zdjęciami typu "ja i znany muzyk", ogłoszeń typu Ozzy Zig Needs a Gig, no wiadomo, wszelkich rockowych ingredientów i gadżetów. Serwującego swoim klientom masę dobrej muzyki z głośników. Będącego na bieżąco z płytami i koncertami. Zagadującego każdego klienta, prowadzącego z nim dysputy typu Uli Roth czy Matthias Jabs. Ech, słaby przykład, ktoś ma wątpliwości? Raz jeszcze zatem, prowadzącego z nim dysputy typu Heaven And Hell czy The Mob Rules. Tworzącego rockowe centrum danej miejscowości. Ba, swoistego mecenasa, filantropa dla garażowych ekip z okolicy. Będącego w stanie z tego spokojnie się utrzymać. I oczywiście opłacić czynsz w sensownym miejscu, nie gdzieś w piwnicy na zadupiu, gdzie nikt się nie zapuszcza po 16... Nie, no, bez szans. Spóźniliście się na taką zabawę. Poczytajcie sobie "Wierność w stereo"...

Gadka-szmatka. Te cholerne płyty wcale nie chcą tanieć! Choć nie jest problemem zakupić klasykę do 20 zł, to jednak za nowości trzeba zapłacić często i po trzykroć tyle. I niby w końcu nas na nie stać, bo dobra robota jest, ale trzeba spłacać kredyt hipoteczny lub kupować kolejne paczki pieluszek. A poza tym gdzie to cholerstwo trzymać na tych niespełna trzydziestukilku metrach? Gramofon byś chciał? No, spoko, możesz sobie w piwnicy kącik muzyczny zrobić.

W sumie po co nam te płyty? Kto ma dziś cierpliwość i czas słuchać ich w całości? Jedziemy utwór po utworze, parę sekund, podoba się? Ok, odnotowane. Nie podoba się? Następny. Trzy z dwunastu dorzucamy do naszego katalogu "muzyka" i tyle. O ile łatwiej się przewija plik, o ile wygodniej przenosi między urządzeniami, o ile mniej miejsca zajmuje.

Książeczka? Okładka? Gwałtowne zrywanie folii, oglądanie okładki ze wszystkich stron, uważna lektura wszystkich tytułów. Płyta do odtwarzacza (sprawdzamy obrazek pod spodem, pardon, jak to niektórzy mówią pod "słoneczkiem") i drżącymi rękoma zabieramy się do roboty. Jak zwykle te cholerne plastikowe wypustki zrobili tak, że ciężko to wyjąć. Ale jest... TEN piękny zapach! Ta faktura papieru! Cholerne ślady po palcach, zawsze zostają. Oglądamy z zapartym tchem te parę zdjęć na krzyż, czytamy podziękowania (a nuż się tam znaleźliśmy), jakieś dodatkowe informacje o studio, używanym sprzęcie. W końcu zanurzamy się w lekturę tekstów, słuchając kolejnych dźwięków. Wyłączamy się, odpływamy... Zaraz, zaraz. Człowieku! O czym Ty tu do mnie nadajesz? Po co Ci mała okładeczka, skoro na necie mamy to samo w znacznie lepszej rozdzielczości. Poza tym, puknij się w łeb, ile tych okładek było naprawdę godnych uwagi, a ile to bezguście, tandeta bez pomysłu, ładu i składu. Po co to komu. Teksty? Człowieku, kiedy Ty masz czas to czytać. Jak czasem coś ciekawego, to się wygugla i tyle. Poza tym ile drzew się zaoszczędzi jak się to zlikwiduje, jakie to eko i w ogóle. Jaka analiza tekstów, jakie siedzenie przy herbatce czy tam piwie i słuchanie muzy. No, może jakieś dwa dni takie sobie w roku można zrobić. Na chorobowym.

Jakość dźwięku? Naprawdę należysz do tych pięciu osób, które czują różnicę? Weź, przestań, chodzi o to, żeby uprzyjemnić sobie tło, a nie wsłuchiwać się w brzmienie basu i chrzanić teoretyczne kaszany o wyższości parówki nad białą...

Że niby albumy są wpisane w muzykę rockową? Że stanowią fundament tej kultury? Że rockersi nigdy nie przestaną ich wydawać, a słuchacze kupować, bo to forma idealna? Że okładka i zawartość muzyczna to jedna wypowiedź artystyczna? Że ta muzyka to przecież całościowa wypowiedź, a nie jakieś pojedyncze utwory? Że to są rzeczywiście problemy, ale muzyki popowej, a nie rockowej. To przecież zupełnie inny świat, inna kultura, inne podejście! Że, owszem, słucham sobie w tym serwisie streamingowych nowości, ale po to żeby zobaczyć, co warto kupić, o co wzbogacić kolekcję. Taa...

Patrzę na swoją półkę z płytami. Na różnokolorowe grzbiety, tworzące czasami ciekawe, fantazyjne wzory. Myślę sobie, ile jeszcze tych płyt bym chciał, ileż na to jeszcze trzeba wydać... Uśmiecham się, bo wiem, że nie tylko ja tak myślę. Nie jestem ostatnim Mohikaninem. Chce Ci powiedzieć, że te płyty znam, więc nie jesteś sam - to T.Love i Ostatni Taki Sklep. Jakże fajne, prawdziwe spostrzeżenia!