Encyklopedia Rocka

Sprzeciw!

Stało się. Rubikon został przekroczony. 6 sierpnia 2016 roku w obecności około 75 000 tysięcy fanów, zespół Dio Disciples wykonał utwór We Rock. W składzie między innymi muzycy, którzy wiele lat w DIO grali: Craig Goldy, Simon Wright i Scott Warren. A za mikrofonem stanął... stworzony przez firmę Eyellusion z Los Angeles, hologram zmarłego sześć lat temu lidera i założyciela zespołu, Ronniego Jamesa Dio, który wyśpiewywał wersy z jednego z faktycznych wykonań utworu na żywo. Całość możemy obejrzeć na wersji oficjalnej, nieco podkolorowanej YouTube, ale i rzeczywistej z obrzydliwą ramką wokół Ronniego.

Hologramowy Ronnie nie tylko znakomicie śpiewa i jak żywo przypomina Ronniego Jamesa Dio, ale i... zaczepia publiczność do wspólnego wykonania refrenu, a nawet rozwija flagę "You Rock Wacken 2016". Ciarki przechodzą...

Wszystko to za błogosławieństwem menedżerki i żony Ronniego, Wendy, która jest zarówno menedżerem Dio Disciples, jak i "kluczową osobą w zespole" w firmie Eyellusion.

Jestem pewna, że Ronnie by to zaakceptował, przecież jak wszyscy wiemy, był fanem fantasy - mówi Wendy, dodając, że przecież na trasie "Sacred Heart Tour" używana była kryształowa kula, z której nagrany wcześniej wokalista przemawiał przed utworem Sacred Heart, co możemy obejrzeć między innymi na kapitalnym DVD Finding The Sacred Heart: Live In Philly 1986.

Wspólnie z Eyellusion byliśmy w stanie przywrócić Ronniego na miejsce, do którego należy. Na scenę. Upewniając się, że muzyka i pamięć o nim nie przeminą. Chcę, aby fani Ronniego na całym świecie mogli tego doświadczyć - dodaje żona muzyka.

Firma Eyelussion jest niezwykle dumna ze swojego wyczynu, o czym możemy poczytać na ich stronie. Znajdziemy tam informację, że pierwszy raz w historii muzyki rockowej wystąpił hologram i to w towarzystwie żywego, akompaniującego zespołu. Co jednak najgorsze, czytamy, że to wydarzenie będzie powtórzone w formie ogólnoświatowego tournee! Tę informację potwierdzają zresztą Wendy Dio, jak i Craig Goldy.

STOP! Na początku nie dowierzałem, a jak to zobaczyłem... oniemiałem. Zdziwienie i jakiś wewnętrzny niepokój, zniesmaczenie, a w końcu wewnętrzny bunt, sprzeciw. Nie! Czyż to nie świadczy o swoistym upadku rockowej kultury, rockowego etosu? Czy coś takiego jeszcze w ogóle istnieje? Bunt, szczerość, prawdziwość - kogoś to jeszcze obchodzi? Czy nie wkraczamy na teren, na który nie powinniśmy wkraczać? Czy to nie jeden z tych coraz śmielszych, pewniejszych kroków ku wirtualnej, lepszej rzeczywistości?

Jeszcze, gdyby był to jednorazowy wyskok, jednorazowy hołd, ale nie... Powróćmy na stronę Eyellusion. Przeczytamy tam, że występ ten otwiera nowe, niesamowite możliwości. Wszak koncerty są coraz droższe, muzycy nie są w stanie dotrzeć wszędzie tam, gdzie są ich fani, ba, przytoczmy pewne słowa bezpośrednio: Wciąż istnieją ogromne grupy fanów artystów, którzy nie są w stanie dłużej występować na scenie lub mogą dawać tylko kilka koncertów rocznie. Eyellusion daje nowe możliwości w tym zakresie.

Ekonomia muzyki zmienia się, trasy koncertowe są ważniejsze niż kiedykolwiek. Artyści mający szczęście mieć fanów na całym świecie, powinni zastanowić się jak zaspokoić i utrzymać zapotrzebowanie na ich muzykę, uzupełnia Wendy Dio, dodając Dzisiaj, wszyscy artyści muszą znaleźć nową, współczesną drogę dotarcia do fanów, co umożliwia Eyellusion.

A zatem - nowy wspaniały świat. Nie miałem okazji ujrzeć zespołu DIO na żywo, ale wkrótce dostanę szansę to nadrobić. Ale w sumie, patrząc na występ z Wacken, Craiga Goldy też wolałbym w wersji z 1986 roku. Da się załatwić, prawda? Nie chcę kontynuować i dopisywać dalszych scenariuszy, nakreślcie je sami...

Co gorsza, czytając komentarze pod artykułami związanymi z tematem, pod nagraniami "występu" na YouTube zdaje mi się, że naprawdę jestem jednym z nielicznym, którzy się buntują, którzy czują, że coś tu nie gra, że tak być nie powinno. Ba, wielu młodych z zachwytem wręcz pisze, że dzięki temu mogli poczuć na żywo moc DIO, zobaczyć występ artysty, którego podziwiają, a którego, z racji wieku, nie mogli już ujrzeć na koncercie. Jakże bowiem użyć tu słowa "na żywo"...

Z negatywnych publicznych wypowiedzi innych muzyków natrafiłem tylko na wypowiedź Davida Draimana z Disturbed. Zasmuciło mnie to - nic dodać nic ująć.

Może jestem przedstawicielem jednego z ostatnich pokoleń, któremu takie coś przeszkadza, niepokoi. Może jeszcze trasa Dio Disciples w 2017 nie będzie wielkim sukcesem, ale już za 10 lat to będzie standard? Wszak kondycja rocka coraz gorsza, młodych zespołów o statusie megagwiazd coraz mniej...

Póki jednak wciąż mogę, chciałbym głośno wyrazić swój sprzeciw! I przypomnieć tekst śpiewanego przez Ronniego, Computer God, Black Sabbath. Przeczytajcie, posłuchajcie.

PS. Jako jeden z ważniejszych ludzi w zespole Eyelussion wymieniony jest Todd Singerman, który był menedżerem Motorhead. Za rok na Wacken powróci Lemmy? Myślicie, że się nie odważą?