Encyklopedia Rocka

Spam od Bono

Gdzie kierują mnie myśli na hasło U2? Hmm... Występ na Live Aid z 1985 i klasyczna "płetwa" Bono. Obejrzany gdzieś przed wielu laty Sunday Bloody Sunday z jakąś żarliwą, płomienną przemową Bono, od której aż ciarki szły na plecach. Okładka War. Wiele doprawdy kapitalnych utworów i znakomitych hitów. Wspomniany Sunday Bloody Sunday, New Year's Day, I Still Haven't Found What I'm Looking For, Hold Me, Thrill Me, Kiss Me, Kill Me czy Magnificent - to chyba te mi najbliższe. Ale co my o utworach, przecież Ci goście mają na swoim koncie masę kapitalnych albumów. Chcesz czy nie chcesz, to jeden z najważniejszych zespołów w historii rocka.

Z drugiej strony nie brak wokół zespołu sporej ilości zgrzytów, które nasiliły się gdzieś wraz z początkiem XXI wieku. I nie wiem na ile ma to związek z faktem, że U2 stało się potężnym przedsiębiorstwem muzycznym - z ważnego zespołu, gdzie muzyka była na pierwszym miejscu zrobiła się korporacja, co zresztą stało się i udziałem chociażbt Metalliki. A może to kwestia czegoś innego, bliżej Scorpions i ich żałosnego "rzecznictwa pokoju". Czyli Bono i robienie z niego świeckiego świętego. Wiadomo, że media sporo tu złego wyrządziły, ale i ego Bono do najmniejszych nie należy. W przeciwieństwie do... No dobra, bez złośliwości. Skądinąd, takie kwestie nie biorą się wszakże znikąd:

- Za każdym razem, gdy klaszczę w dłonie, w Afryce umiera jedno dziecko - mówi Bono do mikrofonu w czasie koncertu.
- To przestań klaskać, matole - odkrzykuje ktoś z publiczności

Muzyk umiera i trafia do nieba. Spotyka tam Elvisa Presleya, Jimiego Hendrixa, Freddiego Mercury'ego i Bono.
- Jak to, przecież Bono żyje - mówi do Elvisa
- To Bóg. Lubi poczuć się jak Bono - odpowiada mu tenże.

Tytuły artykułów typu Bono martwi się o niemieckie krowy i owce też nie biorą się znikąd, mimo że to akurat żenujący przykład przyciągania czytelników... No i ta czapka The Edge. Nie wiem, nie lubię jakoś muzyków występujących w zimowych czapkach. Ot, takie dziwactwo (no, nie moje, tych w czapkach!). I Ty, Bruce'ie Dickinsonie, jak mogłeś! Tak czy siak, U2 wielu kłują w oczy i od dłuższego czasu byli w czołówce zarówno tych uwielbianych, jak i znienawidzonych. I choć w obu kategoriach mocno gonił ich Coldplay, to w tej drugiej znów wydają się niedoścignieni. Czemu? Bo udostępnili swój nowy album niekoniecznie tym, którzy tego chcieli.

Z tą płytą to w ogóle był niezły cyrk. Fani czekali już pięć lat, tak długiej przerwy zespół jeszcze im nie zafundował... Zaczęła się robić opera mydlana jak z Black Sabbath. Niby płyta powstawała, niby zmieniali się producenci, niby niezadowolenie z efektów. Niby mieli już wydawać, ale jeszcze nie gotowe. Czuć było, że coś w powietrzu wisi... I w końcu stało się. 9 września 2014. Udostępnienie wszystkim użytkownikom iTunes za darmo obwieszczone na konferencji firmy Apple. Jakieś pół milarda użytkowników dostało album za darmochę. Ba, nie tylko został Ci wciśnięty "na siłę", czy chciałeś, czy nie. Programiści Apple'a musieli szybko wypuszczać "quickfixa" żeby dało się go w ogóle usunąć ze swojego urządzenia.

Czujecie to? Pół milarda ludzi dostaje możliwość obcowania z Twoją muzyką. Oparlibyście się takiej pokusie? O tym, że jest ciężko przyznał sam Bono w kilku wywiadach.

Ależ zadyma się zrobiła. I to nie z tego powodu, że w niektórych krajach wciąż ściągnięcie danych na telefon komórkowy w trybie pakietowym to dość problematyczny i drogi proceder. Mniejsza już o to, choć łatwo sobie wyobrazić, że gdzieśtam ktoś nieświadomie ściągnął te kilkadziesiąt (?) megabajtów danych, a później podziwiał wesoły rachunek. Zwykłych ludzi mało kto słuchał, hałasu narobili inni muzycy. Nie spodobało się Nickowi Masonowi (zrobili to w niewłaściwy sposób.[...] muzyka strasznie się dewaluuje, gdy rozdaje się ją za darmo), państwu Osbourne'om (Sharon: ingerencja w przestrzeń prywatną, moją przestrzeń rozrywki; nie jesteście już muzykami, a magnatami biznesu, Ozzy: to było kurewsko samolubne), Axelowi Skolnickowi (dodał do wypowiedzi Sharon: dobra wiadomość, zły posłaniec). Ciekawie skomentował też całość Keith Nelson z Buckchery: łatwo rozdać muzykę za darmo kiedy jest się multi-milionero-miliarderem. Kiedy jednak grasz w zespole rockowym, który liczy każdego dolara, obserwowanie czegoś takiego jest rozczarowujące. Z kolei pozytywnie wypowiedział się, jako jeden z nielicznych, Lars Ulrich, który był zaintrygowany i wspomniał o tym, że trzeba mieć jaja żeby coś takiego zrobić. Natychmiast spotkał się z tsunami jadu, bo wiadomo, że to jedna klika, że to też już bardziej biznesmen i też z korporacji. I do tego takiej, która każe ludziom wysyłać na koncertach SMS-y w celu wybrania tego, co za chwilę zagrają.

Nikt nie szanuje muzyki bardziej niż ja albo członkowie U2. Dla nas muzyka to świętość. Uważam, że artyści powinni zarabiać znacznie więcej, niż zarabiają, ale najwspanialszą rzeczą jest pozwolić ludziom słuchać swojej muzyki. [...] Ja sam uważam, że zrobiliśmy wspaniałą rzecz i większość ludzi uważa, że to było świetne i jest oznaką przejawu hojności z naszej strony - tyle sam Bono

Jakie mamy statystyki? Około 81 milionów posłuchało, około 26 milionów ściągnęło cały album. Nieźle, co? Czy będzie z tego rewolucja?

Czepianie się, że wybrali Apple'a mija się z celem. Bo kogokolwiek by wybrali, nie zmieniłoby to samej istoty całości. Choć pewnie warto wspomnieć, że szacuje się, że gigant informatyczny zapłacił za tę przyjemność jakieś 100 milionów dolarów.

Czego moim zdaniem w tym wszystkim zabrakło?

Po pierwsze - udostępnienia albumu dla "chętnych", nie dla wszystkich. Nie lubimy spamu. Nie lubimy wciskania czegoś "na siłę". A tu wtargnięto w prywatną (hahahah!) przestrzeń wielu ludzi - bez pytania dorzucono coś na ich własne telefony, tablety, komputery. Nikt o tym nie pomyślał na czas. Wizerunkowa wtopa bez dwóch zdań. Ale - gdyby dostali tylko chętni - nie byłoby o tym tak głośno...

Po drugie - samej muzyki, która zeszła gdzieś na dalszy plan. Pomijam już brak okładki i wrażenie obcowania z zimnymi plikami cyfrowymi, tak jak nigdy wcześniej... Ale sama muzyka - jakoś się o niej w ogóle nie mówi. Wszyscy krzyczą o tym, co U2 zrobili, a ciężko znaleźć cokolwiek na temat samej płyty. Wychodzi nowy album U2 i o nim się praktycznie nie dyskutuje. Nie słyszy się tych utworów w radio. Co jest? Tak, jakby tej muzyki w ogóle nie było. I to uważam jest największa porażka zespołu...

To album, który nie przynosi żadnych wielkich hitów. Ale nie jest to gniot, jak ogłoszono już tu i ówdzie. Warto tej muzyki posłuchać na spokojnie, dać jej szansę, spróbować tego wszystkiego bez kontekstu. Da się? Zapewniam Was, że warto, nie brak tu ciekawych dźwięków.

Zobaczymy co dalej. Bono poinformował, że kolejny album w drodze i to dopiero początek współpracy z Apple. Miejmy nadzieję, że wyciągną wnioski...