Encyklopedia Rocka

Dojrzałość

Dziękuję Bogu za każdy dzień
Że mimo wszystko, nie siedzę z nim

albo

Nie po to mnie Bóg prosto z niebios tu słał,
bym wstydził się żyć i umierać bał,
nie po to mnie strzegł dzień i noc Anioł Stróż,
bym osiągnął wiek, zamknął się na klucz,

Spodziewaliście się wyśpiewywania takich tekstów przez Jana Borysewicza (rocznik 1955)? Przyznam, że słuchając - skądinąd z prawdziwą przyjemnością - najnowszej solowej płyty znakomitego polskiego gitarzysty - Kawa i Dym - jednym z największych zaskoczeń były właśnie teksty. Napisane głównie przez Wojciecha Byrskiego na bazie licznych rozmów z Janem. Niespodziewanie nostalgiczne, refleksyjne, życiowe, dojrzałe, właśnie - dla dojrzałego słuchacza. Jak to? Jeden z największych imprezowiczów, prawdziwych rockmanów polskiego rocka uznał, że czas na retrospekcję, surowe, uczciwe rozliczenie się z własną przeszłością?

Zostawiając to pytanie bez odpowiedzi, sięgnijmy po najnowszy album T.Love, a tam Muniek Staszczyk (rocznik 1963) w tej swojej specyficznej, mnie osobiście urzekającej, podwórkowo-naiwno-chuligańsko-przenikliwo-rozrzewniającej poetyce śpiewa w utworze Moi rodzice:

Od tego wszystko się zaczęło nie wstydzę się
powiedzieć kocham Was, powiedzieć kocham Was,
Choć wiele złości miałem w sobie dziękuję Wam
za darowany czas, za darowany czas

i dalej

O tato pokazałeś mi jak swą pasję mieć
i pierwsze książki, i pierwsze książki

O mamo nauczyłaś mnie jak z ludźmi żyć
i czuć ich troski, i czuć ich troski

Utwór, bardzo zgrabny muzycznie, kolejny raz pokazujący znakomite wyczucie aranżacyjne, ale i muzyczną wyobraźnię Janka Pęczaka, przy pierwszym przesłuchaniu wręcz mnie zamurował. Chodzi oczywiście o tekst, trochę po bandzie - na granicy kiczu i banału - który wybaczyć możemy tylko Muńkowi. I tak sobie myślę, że możemy mu zazdrościć. Po pierwsze - odwagi wyjść do publiczności z tak osobistym wyznaniem do swoich około 80-letnich rodziców. Po drugie - odwagi pokazania, że już nic nie musi. Nie musi nic nikomu udowadniać, nikogo pouczać, nikomu przewodzić, nie musi brać pod uwagę narzekań pozostałych członków zespołu. Poczuł konieczność podziękowania rodzicom i po prostu to zrobił. Dla mnie było proste napisać piosenkę o rodzicach, a okazuje się, że rzeczy proste są dla innych trudne. Bo życie w pędzie, bo walka o pieniądze. To wszystko zamroziło uczucia. Ale skoro dziewczyna pisze, że powiedzieć rodzicom: "Kocham was", to dla niej wielkie wow, to znaczy, że trzeba o tym śpiewać. Tą piosenką chciałem zrobić prezent moim rodzicom. - wyjaśnił w wywiadzie dla "Zwierciadła".

I fajnie, acz śmiać się w duszy chcę, bo wracają wspomnienia do płyty Prymityw z roku 1994, gdzie Muniek w utworze Jaś i Marysia w specyficznej, nieco innej, poetyce opowiada o swoich dzieciach, a szczególnie o porodzie córki:

Ach co to za ruch, jak wulkan nad ranem,
Wybucha brzuch, karzełek zaszczany,
Wydaje odgłosy, już bocian coś niesie,
Na skrzydłach do Jasia frunie Maniasia

I w końcu myśli skierowały mnie ku płycie Prosto Kultu z roku 2013, gdzie 50-letni Kazik wyśpiewał również bezczelnie:

Że dziadkiem bycie to radocha
Niespodziewane odkrywanie co dnia.
I dziadek wie, że wnuczka kocha
A druga wnuczka takie zamiary ma.

Dobrze być dziadkiem
Dobrze być dziadkiem
Dobrze być dziadkiem
I nosić przy tem spodnie w kratkę

Może trochę przekaz wydawał się nazbyt ortodoksyjny dla zatwardziałych fanów, stąd zespół złagodził go charakterystycznym, dowcipnym teledyskiem, ale jednak czytając po internetach, młódź nie zrozumiała tego przypływu dziadkowych uczuć.

To co, coś jest na rzeczy z tymi naszymi rockmanami? Jakże fajnie wyśpiewał to Siczka (rocznik 1961) w wieku również niemalże 50 lat, na płycie Ludzie bez twarzy słowami, którymi doskonale istotę rzeczy wyłożył Wiesiek Stebnicki:


Dosyć często rozważam
Co jest warte me życie
Setka zgranych kawałków
Miraż bycia na szczycie

Coś jest na rzeczy. Niewątpliwie nasi zasłużeni rockmani, w większości urodzeni w latach 60. poprzedniego stulecia, nie zamierzają kultywować drogi wiecznych chłopców w krótkich spodenkach. I - bynajmniej ja nie mam wątpliwości. Nie, nie postarzeli się. Nie, nie zdziadzieli. Nie, nie wymiękli. Ale też przesadnym byłoby powiedzenie, że dojrzeli. Bo tak naprawdę bardziej dojrzała ich publiczność, publiczność, która chyba właśnie takiego przekazu oczekuje. Obserwując ostatnio właśnie publiczność na koncertach naszych gwiazd z lat 80. czy 90., T.Love czy Kultu widzę głównie 30., 40., 50. latków. Jeśli są młodsi, to przyszli raczej przyciągnięci przez "starszaków". Stąd i przekaz - jak znalazł.

I tak nagle w rodzimym klasycznym rocku odnajdujemy fajne życiowe, rzeczywiste spostrzeżenia dla "dojrzałych". Bunt, chuligaństwo, sprzeciw, rockandrollowa dusza - wciąż w tych chłopach jest - wystarczy zresztą sięgnąć po inne utwory ze wspomnianych płyt. Ale powoli, z pewną nieśmiałością, pojawia się też i spojrzenie z innej strony, takie trochę bluesowe życiowe mądrości. Kultywował je trochę na swoich solowych płytach Marek Jackowski - kierując do słuchaczy prosty, niosący wiele optymizmu, życiowy przekaz. Że będzie lepiej.

A, że rockmani, a nawet najtwardsi metalowcy są niezwykle uczuciowi i w gruncie rzeczy sporo w ich rzewności i nostalgii, wiemy nie od dziś. Przypomnijmy sobie album Ozzmosis (1995 r.) Księcia Ciemności, Ozzy'ego Osbourne'a, który w tekstach na płycie nie ma oporów, by pięknie wyznać miłość synowi (My Little Man) czy córce (Aimee). Ozzy to wszakże artysta, który w bardzo wielu tekstach obnaża się ze swoimi słabościami i niezliczonymi fobiami... Albo zerknijmy na klip do znakomitego przeboju Moving On "twardzieli", hardcore'owców z Asking Alexandria. Chociaż... millenialsi to zupełnie inna kategoria, zostawmy ich na kiedy indziej.