Encyklopedia Rocka

Muzyka łagodzi obyczaje

Czasy podstawówkowe. Już nie nauczanie początkowe, ale i najniższy poziom drabinki i szkolnej hierarchii. Siedziałem sobie grzecznie w szkolnej świetlicy i czytałem Bravo i Popcorn (nie, nie jadłem popcorn, czytałem). A były to w owych czasach gazety zupełnie inne. Bo i czasy były inne. Oczywiście "mój pierwszy raz" i rubryka o sprawach "intymnych" i owego czasu królowała, wzbudzając ogromne oburzenie w społeczeństwie, równe reklamie, w której mówiono o pewnej takiej nieśmiałości. Ale rzecz w tym, że rock był wszechobecny. Dzielił i rządził. Queen, Guns And Roses, Metallica, Scorpions - to były rzeczy z absolutnego topu, słuchali ich wszyscy. Ba, puszczali to w radio... Czytałem właśnie sobie listę największych polskich przebojów wg czytelników Bravo, gdy podszedł do mnie wyższy o jakieś pół metra, długowłosy, groźny, ubrany w skórę młodzian. Oj, znałem gościa, budził grozę. Ponoć grał w jakiejś kapeli punkowej. Przemówił.

- Co Ty k*** Bravo czytasz szczylu, w sweterek w serek cię mamusia ubrała a za takie gazety się bierzesz - rzekł i spojrzał na mnie z niesmakiem.

Zamknąłem się w sobie, cisza, przerażony. Zabrał mi gazetę.

- Wiesz, k***, kto to w ogóle jest?- rzekł i mi pokazuje na jedno ze zdjęć.

Nogi mi się ugięły, ale hardo odpowiadam.

- Staszczyk - mówię, duma mnie przepełnia i nerwowo patrzę na niego.

A jego zatkało, dopiero po chwili odzyskał rezon:
- A to, k***? - pokazuje na kolejne zdjęcie

Ajajajaj, nie mam pojęcia. Na całe szczęście pod zdjęciem był podpis...
- Gadowski - odpowiadam - Z IRY - dodałem

- O ty skurw*** - spojrzał na mnie z szacunkiem. Pokiwał głową i dodał Jakby ktoś cię zaczepiał kiedyś w szkole, daj znać.

Duma człowieka wypełniała...

***

Późna godzina, wracam skrótem przez park z kolegą, kiedy otacza nas grupka. Starsi, lekko zdegenerowani, część z nich za same twarze mogłaby dostać wyrok. Ciemno wszędzie, nikt nie usłyszy twojego krzyku. Jak w kosmosie. No, słabo jest. K***, czemu przez park?

- Zbieramy na wino - w końcu przemówił jeden
- Nie pomożemy, sami byśmy się napili - odpowiada odważniejszy kolega
- Nie cwaniakuj gnoju, dawaj co masz - postawa i mina nie pozostawiała złudzeń
- Nnnnappprawdę nie mmamy - mówię.

Spojrzeli na siebie.

- Któremu najpierw wpier***? - mówi do innych gość ze szramami na twarzy, na których mam wrażenie wzorują się zawsze, kreując postać Johna Connora w kolejnych terminatorach... I wbija wzrok we mnie, taa, wie, że to ja jestem tym mniej odpornym.

- Świetny album - mówi nagle mój kolega, pokazując na bluzę z Garage Inc. Metalliki, w którą ubrany jest jeden z nich.
- Synku, nie podskakuj mi to, whiskey in the jar usłyszałeś i szpanujesz. Dawaj kasę.
- Astronomy też bardzo fajne. I Crash Course in Brain Surgery - szybko dodaję i liczę na cud
- Może i fajne, k***, a wiesz, k*** skur***, że to nie Metalliki utwory - patrzy z pogardą
- No wiem, Budgie - ha, to spojrzenie. Bezcenne.
- Gitarzysta Budgie? - spogląda pytająco
- Tony Bourge - odpowiadam bezbłędnie
- A jaki jest pierwszy numer na Kill'em All?.

No i k*** słabo.

- Seek and Destroy - odpowiada kolega bez chwili namysłu.
- No, dobra, spier***.

Ufffff. Mało brakowało, a skończylibyśmy się na Kill'em All. Hit the Lights, yeah!

***

Ładnych parę lat później sam z dumą chodzę cały na czarno, w koszulce z wizerunkiem Ozzy'ego Osbourne'a po licealnym korytarzu, gdy zaczepia mnie typek, którego kojarzę, bo mieszka niedaleko:

- Nie pokazuj się w tej koszulce na naszym osiedlu
- Ale o co Ci chodzi?
- Nie chcemy żadnych metali.

Jakiś czas później odwiedzam koleżankę w tamtejszej okolicy. Znów w tej koszulce. Zauważył mnie. Chwilę później zebrał się komitet powitalny.

- Mówiłem Ci, żebyś się tu w tym nie pokazywał.
- Ale o co Ci chodzi?
- Nie chcemy tu żadnych metali - miałem wrażenie deja vu. Tyle, że otoczyło mnie znacznie więcej wrogich spojrzeń. Robiło się nerwowo.

Podszedł do mnie gość, który wyraźnie sprawiał wrażenie przywódcy stada, zmierzył mnie od stóp do głów, a nogi ugięły się pode mną, gdy pokazał na wizerunek Ozzy'ego:

- Te, a to nie on nawijał z Busta Rhymes? - zagaił
- Dokładnie, świetny numer - mówię
- Zostawcie go - rzekł do pozostałych, uffffffffffffffffff - To swój człowiek - dodał.Znasz Limp Bizkit? - spytał jeszcze
- Pewnie - twardo odparłem.
- A wiesz skąd są? - kur*** Nie wiem... No, ale statua wolności w Rollin'...
- Z Nowego Jorku!
- No masz, szczęście, a teraz spier***.

Uff, kamień z serca. Dopiero potem się dowiedziałem, ze Limp Bizkit są z Florydy.