Encyklopedia Rocka

Niezrozumiane (2)

The EaglesHotel California

Witamy w Hotelu California, jednym z najczęściej coverowanych utworów na świecie. Ile wykonań, tyle interpretacji. Jedni mówią, że Hotel California to hotel dla duchów, inni, że to dom publiczny. Niektórzy znajdują tam odniesienia do narkomanii, satanizmu, inni do obłędu. Co ciekawe, żadna z tych wersji nie jest prawidłowa, ale zanim poznamy prawdziwe znaczenie tego utworu zastanówmy się, skąd pomysły na takie interpretacje?

Chyba najpopularniejszą i najmniej wymagającą zagłębiania się w tekst jest wersja, że Hotel California opowiada o duchach. Jedziesz ciemną autostradą, widzisz światło budynku, a ktoś zaprasza cię do środka. Słyszysz głosy, które zapraszają cię do wejścia. No tak, zapowiada się jak kolejna opowieść o duchach, a im dalej brniesz w tekst, tym bardziej się w tym upewniasz. Mamy bestię, której nie można zabić, a hotel na końcu okazuje się miejscem, którego nie można tak naprawdę opuścić. Banał, prawda?

Niekoniecznie. Bo dla innych te same wersy - o bestii i o miejscu, z którego można się wymeldować, ale nie można go opuścić opowiadają o satanizmie, a zwolennicy tej teorii mają dużo faktów, na jej poparcie. Pogłoski o satanistycznym wydźwięku piosenki wzmagała okładka płyty zespołu. Widzimy na niej zespół stojący niedaleko hotelu, a nad nimi, w oknie, można dostrzec nie do końca widoczną łysą postać, która wygląda dość przerażająco. Wzmogło to od razu interpretacje, że postać na balkonie to założyciel kościoła satanistycznego, Anton LaVey, a tytułowy hotel to ten, zakupiony przez niego, który został zamieniony w świątynię szatana. Dodatkowego smaczku dodaje data, która pojawia się w piosence – rok 1969, właśnie w tym roku przez postać z balkonu został stworzony kościół szatana. Bestia, o której wspominaliśmy wcześniej, która jest dźgana stalowymi ostrzami to według niektórych interpretacji szatan, a według innych to jakaś ofiara ludzka. Podsumowując to wszystko – Hotel California to utwór o LaVeyu, który nawraca ludzi do swojego satanistycznego kościoła, którego nie można opuścić. Aż się włos na głowie jeży, nieprawdaż?

Jednak mimo tak wielu przytoczonych faktów – to nadal nie jest poprawna interpretacja. Kolejną z teorii jest ta, że piosenka opowiada o uzależnieniu od narkotyków. Na początku piosenki mamy warm smell of colitas, co podobno w meksykańskim slangu oznacza marihuanę. W tej wersji też przytoczone wyżej stalowe ostrza, które nie mogą zabić bestii to strzykawki, które pogłębiają uzależnienie, a wers o tym, że hotelu nie można opuścić opowiada o zdradzieckim, uzależniającym działaniu narkotyku.

Przesada? Mamy jeszcze wersję o szaleństwie, opartej na jednym wersie We are all just prisoners here of our own device, co może oznaczać pacjentów zakładu psychiatrycznego, więźniów swojej własnej choroby. Jednak dla innych ci więźniowie mogą oznaczać kobiety które pracują w domu publicznym. I co ciekawe, ta interpretacja utworu wydaje się mieć najwięcej zwolenników. W końcu na początku piosenki to kobieta zachęcająco zaprasza do hotelu, a rozważania bohatera, czy to niebo, czy piekło (And I was thinking to myself, this could be heaven or hell) mają świadczyć o dylemacie moralnym, czy powinien skorzystać z usług prostytutki. Rok 1969, o którym mówi w tekście kapitan też oczywiście dobrany nieprzypadkowo, uważany jest za seksualne odniesienie. Sam kapitan to oczywiście właściciel przybytku i stręczyciel. W tej interpretacji mamy też cechę wspólną z wersją o narkotykach – w obu stalowe ostrza i bestia to narzędzia do podawania sobie narkotyków, a bestia to uzależnienie.

A jak jest naprawdę? Zespół zdementował, jakoby z okna miał wyglądać założyciel kościoła satanistycznego – była to po prostu kobieta zatrudniona do zdjęcia, a sama piosenka opowiada o show biznesie. Jest bolesną przestrogą przeciw hedonizmowi i chciwości, której pełno w Los Angeles. Fotograf, który jest autorem okładki przyznał, że zdjęcie wyraża utratę niewinności i dekadencji, a skierowane jest do grupy dupków stojących przed lobby. Kalifornijski hotel jest metaforą przemysłu muzycznego i tak zwanego high life, opowiada o ich destrukcyjnym wpływie na ludzi – jeśli raz kogoś wciągnie takie życie, to już nigdy go nie opuści (i w tym miejscu tajemnica miejsca, z którego się nie da wymeldować się wyjaśnia).

To po prostu piosenka o mrocznej stronie amerykańskiego snu i o ekscesach w Ameryce, co jest czymś, o czym naprawdę dużo wiemy, mówił Don Henley, autor piosenki. Parę lat później jego kolega z zespołu Don Felder, wyjaśnił pochodzenie słów:

Don Henley i Glenn napisali większość słów. Każde z nas w jakiś sposób przyjechało do Los Angeles w nocy. Nikt nie był z Kalifornii, a jeśli wjedziesz do L.A. gdy jest ciemno... możesz zobaczyć poświatę świateł na horyzoncie, a przez twoją głowę zaczynają przebiegać obrazy Hollywood i wszystkie twoje marzenia, to było trochę to... od czego zaczęliśmy pisanie tej piosenki.
W 2009 Don Henley zapytany przez krytyka muzycznego, czy zdaje sobie sprawę, że wino to nie spirytus ('Please bring me my wine', He said, 'We haven't had that spirit here since 1969), odpowiedział:
Dzięki za informację i nie, nie jesteś pierwszym, który mi zwraca uwagę i nie jesteś też pierwszym, który źle zinterpretował piosenkę i nie załapał metafory. Uwierz mi, skonsumowałem wystarczająco dużo alkoholu, by wiedzieć jaka jest prawidłowa nomenklatura. Ale ten wers nie ma nic wspólnego z libacją alkoholową. To socjopolityczne wyrażenie. Jedyne czego żałuję, to fakt że musiałbym objaśniać wszystko szczegółowo, co sprawiłoby, że nonsensem byłoby używanie środków stylistycznych podczas pisania utworów i obniżałoby poziom dyskusji o nich do płytkich i nieistotnych kłótni o procesach chemicznych.

Jako ciekawostkę warto też dodać, że wyraz steely, który był głównym powodem pojawienia się interpretacji o narkotykach był niczym innym jak żartobliwym nawiązaniem do zespołu Steely Dan, który w swojej piosence użył nazwy zespołu Eagles.

Republika - Śmierć w bikini

Wpisuję "śmierć w bikini" w wyszukiwarkę. Przebijam się przez tuzin artykułów na temat opalania się i historii strojów kąpielowych (tak, wszystkie te artykuły mają śmierć w tytule). Aż docieram do teledysku. I w tym momencie zastanawiam się, czy autorzy tych artykułów chociaż przez chwilę zastanowili się nad znaczeniem tej piosenki. Czy po prostu zobaczyli – jest bikini? Jest, ok, możemy pisać.

Tekst Śmierci w bikini pełen jest dwuznaczności. Dla jednych będzie to opowieść o tym, że opalanie jest szkodliwe, a inni znajdą w nim nawiązanie do testów broni nuklearnej. Sam Ciechowski nigdy nie zdradził, jak w większości przypadków, o czym tak naprawdę jest utwór. Podpowiedział tylko:

"Prąd", tak samo jak "Mój imperializm", to przykłady mojego pisania erotyków - posługiwanie się językiem, który bardzo rzadko bywa używany w kontekście miłości.(...)Podobnie "Śmierć w bikini". Erotyk, a dodatkowo powiastka filozoficzna o tym jak blisko jest od miłości do śmierci.

Erotyk, czysta miłość, czy po prostu moda? Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, warto jednak przybliżyć mało znaną niektórym interpretację, która wydaje się bardzo prawdopodobna, chociażby ze względu na mocny teledysk, który dla wielu zdaje się być nieodpowiednim do utworu.

W latach 50. Atol bikini był miejscem, w którym USA przeprowadzała próby z wykorzystaniem broni jądrowej. W tym próbną eksplozję bomby wodorowej pod kryptonimem Castle Bravo. Siła rażenia zaskoczyła amerykańskich badaczy, a wiatr roznosił promieniotwórcze pyły. Ludzie, którzy zamieszkiwali sąsiednie wyspy nie mieli pojęcia o zagrożeniu, dlatego dzieci, które wybiegły na plażę połykały opad nuklearny, gdyż myślały, że to śnieg, którego nigdy nie widziały. Doszło do ogromnego skażenia i zatrucia wielu ludzi.

Po lekturze na temat operacji Crossroads i operacji Castle Bravo można zacząć inaczej patrzeć na tekst piosenki. Chcę wiedzieć jak są zimne gwiazdy wydaje się idealnym odniesieniem do zimnych płatków śniegu, które przypominają gwiazdki, a krew wypływająca z ust i barwiąca oceany nie wymaga chyba komentarza. Także ten mroczny, ciężki teledysk zaczyna w tym momencie mieć sens oraz słowa Grzegorza Ciechowskiego, przytoczone wyżej mówiące o tym, jak blisko jest od miłości, do śmierci.

Jako ciekawostkę na podobny temat można przytoczyć też utwór Vamos a la playa (chodźmy na plażę) zespołu Righeira. Na pozór wesoła piosenka, śpiewana po hiszpańsku wydaje się opowiadać o lecie i wakacjach, a po przetłumaczeniu otrzymujemy tekst o tym, że musimy założyć sombrero, które powstrzyma radioaktywny wiatr, a woda jest tak czysta, że nawet fluorescencyjna.

GenesisMama

W przypadku tego utworu problem interpretacyjny polega prawdopodobnie na pójściu na łatwiznę. Widzisz tytuł utworu i od razu wiesz o czym jest, o mamie, nieprawdaż? Ale, mama niejedno ma imię.

Tutaj nie mamy do czynienia z mamą - rodzicielką, a z burdelmamą. Utwór dotyczy młodego mężczyzny tęskniącego za prostytutką. Phil Collins w wywiadzie tłumaczył:

Nasz menadżer, gdy pierwszy raz usłyszał tę piosenkę pomyślał, że jest o aborcji, uczuciach, płodu mówiącego do Matki - "Proszę, daj mi szansę, czy nie możesz poczuć mojego serca, nie zabieraj mojej ostatniej szansy." te słowa faktycznie są w piosence, ale naprawdę jest to o młodym nastolatku mającym matczyne potrzeby względem prostytutki, którą napotkał, ewidentnie czuje coś do niej i nie może zrozumieć, dlaczego nie jest nim zainteresowana. To jak David Niven w "The Moon’s a Balloon", on jest bardzo młody, dopiero skończył szkołę kadetów, czy coś takiego, spotyka tą, 45-letnią prostytutkę, z którą spędza fantastyczny czas. Jest dla niej wyjątkowy, ale ta relacja nie może pójść dalej niż jest i to właśnie o tym jest ta piosenka, z mrocznym wydźwiękiem.

Jakie teorie można jeszcze funkcjonują? Jak w przypadku większości piosenek, są teorie, że utwór opowiada o narkotykach, czy o Bogu. Spore zamieszanie wzbudza też demoniczny śmiech Collinsa, dlaczego tam się znalazł? Ciekawą interpretację znalazłam w Internecie, według niej piosenka opowiada o związku z terapeutą i Freudowskim zaburzeniu zwanym przeniesieniem. W terapii przeniesienie jest wynikiem chemicznych zmian w mózgu spowodowanych traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa, zmiany chemiczne powodują, że pacjent odczuwa silne uczucia miłości, która nie jest prawdziwa, stąd ten śmiech, okrzyk szaleńca.

Jedno trzeba przyznać, że trochę dziwnie słucha się tej piosenki katowanej przez wszystkie radiostacje w dzień matki. Wszystkiego najlepszego dla wszystkich burdelmam.